Mariusz Pudzianowski – 5 tytułów WSM. Miał łatwiej niż dzisiejsi giganci? Sprawdzam to.

Pięć tytułów World’s Strongest Man. Nikt inny w prawie pięćdziesięcioletniej historii tego sportu tego nie zrobił – ani Savickas, ani Shaw, ani Björnsson. A mimo to wejdź w komentarze pod dowolnym filmem o Pudzianowskim, a prędzej czy później trafisz na zdanie: „no ale wtedy to nikt nie startował, konkurencja była żadna”.

Jako trener od lat śledzę ten sport i ten argument słyszę praktycznie za każdym razem, kiedy temat Pudziana wraca do internetu. Więc zamiast kolejny raz kłócić się na wyczucie, postanowiłem to po prostu sprawdzić – na liczbach. Ilu naprawdę zawodników stawało na starcie za jego czasów? Ilu staje dzisiaj? I czy ta różnica jest w ogóle taka, jak nam się wydaje?

Czy Pudzianowski miał słabszą konkurencję?

W internetowej dyskusji o Pudzianowskim funkcjonują dziś dwa obozy.

Pierwszy to fani starej daty, dla których Pudzian to półbóg, a każda dyskusja o jego słabościach graniczy z obrazą majestatu.

Drugi obóz jest ciekawszy, bo jego argumentacja jest bardziej rozbudowana niż tylko „miał mało konkurencji”. Według krytyków Pudzianowski dominował, bo strongman wtedy po prostu nie był jeszcze tak popularny, medialny i profesjonalny jak dzisiaj. Mniej ludzi na świecie traktowało ten sport jako realną karierę, więc globalna pula talentów miała być mniejsza. Do tego doszedł rozłam federacji, który na kilka lat zabrał z WSM część najmocniejszych zawodników. No i klasyczny argument z internetu: dzisiejsi giganci zjedliby Pudziana na śniadanie.

Sprawdźmy to punkt po punkcie.

Kim był Pudzianowski przed karierą w strongmanie

Pudzianowski nie wyskoczył znikąd w 2002 roku.

Urodził się w 1977 roku w Białej Rawskiej, jako syn sztangisty. Od jedenastego roku życia trenował karate kyokushin, później doszedł boks, a do tego grał w rugby w łódzkich Budowlanych. Jako szesnastolatek wyciskał już 160 kg na ławeczce – w wieku, w którym większość rówieśników dopiero raczkuje na siłowni. Ten miks: siłowanie, walka, kontakt, szybkość – dał mu później coś, czego reszta ciężkiej wagi w strongmanie po prostu nie miała.

W strongmanie zawodowo zadebiutował 1 maja 1999 roku w Płocku. Kilka miesięcy później, wciąż jako totalny debiutant, razem z Jarosławem Dymkiem przywiózł z Chin brązowy medal drużynowych mistrzostw świata par. Rok później był już czwarty na World’s Strongest Man w Sun City w RPA – w swoim pierwszym indywidualnym starcie na tym poziomie, ustępując jedynie doświadczonym weteranom: Janne Virtanenowi, Svendowi Karlsenowi i Magnusowi Samuelssonowi.

Między tymi startami spędził 19 miesięcy w więzieniu w Łowiczu za pobicie – sam mówił później, że stanął w obronie kogoś przed lokalnym „układem”. Wyrok wynosił dwa i pół roku, wyszedł wcześniej za dobre sprawowanie.

Wrócił w 2002 roku. I od razu wygrał.

Bilans kariery Pudzianowskiego: tytuły i statystyki

Zanim przejdziemy do sedna sporu, warto zobaczyć, o czym w ogóle mówimy:

StatystykaWynik
Tytuły World’s Strongest Man5 (2002, 2003, 2005, 2007, 2008)
Srebrne medale WSM2 (2006, 2009)
Finały WSM z rzędu na podium lub blisko9 z rzędu
Wygrane pojedyncze konkurencje w finałach WSM23 – rekord, który przetrwał aż do ery Briana Shawa
Tytuły Mistrza Europy6 (2002, 2003, 2004, 2007, 2008, 2009)
Tytuły Mistrza Polski7
Drużynowe Mistrzostwa Świata Par3 złota (2003, 2004 z Dymkiem; 2005 z Toczkiem), 2 brązy (1999, 2002)
Starty w karierze strongman80
Zwycięstwa58 (ok. 70%)
Miejsca na podium71 (blisko 87%)

Dziewięć razy z rzędu awansował do finału WSM i dziewięć razy z rzędu stawał na podium albo o krok od niego. Po nim taki wyczyn powtórzył tylko jeden człowiek na świecie – Hafthor Björnsson.

Żaden inny strongman w historii nie ma takiego bilansu. Ale to wciąż nie odpowiada na pytanie, które naprawdę nas interesuje: z kim on to wszystko wygrywał.

Rok po roku: wyniki finałów WSM Pudzianowskiego (2002-2009)

Ogólne statystyki dają dobry obraz skali dominacji, ale dopiero spojrzenie rok po roku pokazuje, jak blisko było kilka razy i z jakimi konkretnie wynikami Pudzianowski wygrywał albo przegrywał kolejne finały.

Rok i miejsce finałuWynik PudzianowskiegoPrzewaga / strataNajlepsi rywale
2002, Kuala Lumpur (Malezja) – 1. miejsce58 pkt+8,0 pktSavickas (50), Bergmanis (47,5)
2003, Wodospady Wiktorii (Zambia) – 1. miejsce66 pkt+20,0 pktSavickas (46), Virastyuk (43)
2005, Chengdu (Chiny) – 1. miejsce60 pkt+14,0 pktMarunde (46), Filiou (42)
2006, Sanya (Chiny) – 2. miejsce57,5 pkt-3,5 pktPfister (61)
2007, Anaheim (USA) – 1. miejsce59 pkt+5,0 pktWenta (54), Hollands (52)
2008, Charleston (USA) – 1. miejsce58,5 pkt+5,0 pktPoundstone (53,5)
2009, Valletta (Malta) – 2. miejsce53 pkt-5,0 pktSavickas (58)
Rok 2004 celowo pomijam w tabeli – Pudzianowski zajął wtedy wstępnie 3. miejsce, ale wynik został anulowany po dyskwalifikacji, o czym więcej w dalszej części artykułu.

Kilka z tych finałów zasługuje na osobny komentarz:

2002, Kuala Lumpur – pierwszy tytuł. Pudzianowski wygrał dynamiczne konkurencje: spacer farmera (33,95 s), spacer z tarczą (127,4 m) i Flip & Drag (39,01 s). Stracił jednak wyraźnie w przysiadzie na powtórzenia – zaledwie 6. miejsce z 4 powtórzeniami, podczas gdy Svend Karlsen zrobił ich 14, a Johnny Perry 9. Już w pierwszym tytule widać było jego wzorzec: dominacja w biegach, wyraźny deficyt w czystej sile na powtórzenia.

2003, Wodospady Wiktorii – najbardziej jednostronny finał w jego karierze. 66 punktów na 70 możliwych. W spacerze farmera (120 kg) pokonał tor w 33,89 s, podczas gdy drugi w tej konkurencji Bergmanis potrzebował ponad 45 sekund – różnica rzędu kilkunastu sekund w konkurencji trwającej pół minuty to przepaść.

2006, Sanya – jedyna prawdziwie „gorzka” porażka w szczycie kariery. Pudzianowski prowadził po pierwszych konkurencjach, wygrywając m.in. Power Stairs. Ale Phil Pfister, zawodnik o ponad dwumetrowym wzroście, wygrał pięć ostatnich konkurencji z rzędu, wykorzystując przewagę długości ramion i nóg w Palcach Fingala i przy załadunku kul atlasa na wysokie platformy.

2008, Charleston – tytuł zdobyty na kontuzji. Z naderwanym mięśniem łydki Pudzianowski przegrywał z Derekiem Poundstone’em po trzech konkurencjach. Odrobił straty w przeciąganiu samolotu (36,67 s), a o zwycięstwie w całych zawodach zdecydował ostatni szczegół na kulach atlasa – Poundstone’owi zabrakło kleju (tacky) na dłoniach i z wyczerpania upuścił ostatnią kulę.

2009, Valletta – pożegnalny start. Pudzianowski wciąż deklasował rywali w swojej koronnej konkurencji, spacerze farmera (25,05 s), ale w wyciskaniu osi i Palcach Fingala lepsi okazali się Savickas oraz cięższy od niego o ponad 50 kg Brian Shaw – symboliczne domknięcie kariery w momencie, gdy do gry weszła nowa generacja gigantów.

Ile zawodników naprawdę startowało w WSM za czasów Pudziana?

Tu trzeba rozdzielić dwie rzeczy, bo w komentarzach ciągle się je myli:

  1. Liczbę zawodników na samym World’s Strongest Man.
  2. Globalną pulę ludzi, którzy w ogóle trenowali strongmana zawodowo i mieli szansę się tam dostać.

Zacznijmy od tego, co da się policzyć.

RokLiczba zawodników na WSMLiczba krajów
2003 (Pudzian broni tytułu)30
20223015
20233014
2026 (Myrtle Beach)25

W 2003 roku w Wodospadach Wiktorii na starcie stanęło trzydziestu zawodników, podzielonych na pięć grup eliminacyjnych po sześciu. W jednej tylko grupie eliminacyjnej tamtego roku stawali obok siebie zawodnicy z Kanady, Ukrainy, USA, Litwy, Islandii i Irlandii Północnej.

Na zawodach w Myrtle Beach, które odbyły się kilka miesięcy temu, na starcie stanęło dwudziestu pięciu zawodników – czyli mniej niż w 2003. Dopiero od 2025 roku organizatorzy zeszli do dwudziestu pięciu, głównie po to, żeby skrócić produkcję telewizyjną, a nie dlatego, że zabrakło chętnych.

Wniosek: jeśli ktoś mówi „wtedy w WSM startowało mniej ludzi niż dzisiaj” – to po prostu nieprawda. Ta liczba od ponad dwudziestu lat stoi w miejscu, jeśli nie lekko spadła.

Jest jednak druga, mądrzejsza wersja tego argumentu: że cały sport był wtedy mniej popularny, mniej opłacalny i mniej profesjonalny, więc mniej ludzi na świecie w ogóle wybierało go jako karierę – a ta sama trzydziestka na starcie mogła być wyłowiona z dużo mniejszej globalnej puli kandydatów.

Tego nie da się policzyć tak łatwo jak listy startowej, ale kilka faktów na to wskazuje:

  • Giants Live – pierwszy systematyczny tour kwalifikacyjny do WSM – powstał dopiero w 2009 roku, tuż po szczycie kariery Pudziana.
  • Wcześniej ścieżka kwalifikacji była chaotyczna: zlepek pojedynczych Grand Prix i pucharów, bez jednego spójnego lejka.
  • Nagrody rosły już w połowie lat 2000. – w 2005 roku pula w WSM i towarzyszącej mu Super Series sięgała łącznie ok. 350 tys. dolarów – to wciąż ułamek tego, co sport oferuje dzisiaj, mając własne kanały na YouTube z milionami subskrypcji, sponsorów odzieżowych i suplementowych oraz realną ścieżkę kariery.

Uczciwie: argument „wtedy nikt nie startował” nie broni się na poziomie liczby zawodników na WSM. Ale argument o mniejszej globalnej puli talentów – jest już dużo sensowniejszy. To wciąż jednak nie znaczy, że ci konkretni ludzie na starcie byli słabi.

Rozłam federacji IFSA – czy to unieważnia jego tytuły?

Jest jeszcze jeden wątek, który trzyma się kupy najlepiej ze wszystkich.

W latach 2004-2008 świat strongmana faktycznie był podzielony. Powstała konkurencyjna federacja IFSA, która przeciągnęła na swoją stronę część światowej czołówki – w tym Žydrūnasa Savickasa, dziś uznawanego za najsilniejszego statycznie człowieka w historii tej dyscypliny, i Vasyla Virastyuka, mistrza świata z 2004 roku. Ci zawodnicy przez kilka sezonów w ogóle nie pojawiali się na WSM.

Ale zanim doszło do rozłamu, Pudzian mierzył się z Savickasem bezpośrednio – w 2002 i 2003 roku. I wtedy to Polak był górą. W 2003 roku wygrał z nim dwudziestoma punktami przewagi – to do dziś, po ponad dwudziestu latach, rekordowa różnica w historii finałów WSM. Brytyjski komentator Laurence Shahlaei nazwał to najbardziej dominującym zwycięstwem, jakie kiedykolwiek widziano na WSM.

Dopiero w 2009 roku, kiedy Savickas wrócił do WSM, to Litwin okazał się lepszy – Pudzian zajął drugie miejsce w tym, co okazało się jego pożegnalnym startem w strongmanie.

To nie jest historia czarno-biała. Rozłam naprawdę wyjął z gry kilku najsilniejszych ludzi na świecie na kilka lat. Ale kiedy mieli okazję zmierzyć się w pełnej obsadzie – wygrywał Pudzian.

Z kim rywalizował Pudzianowski? Najwięksi przeciwnicy w WSM

Pudzian nie rywalizował ze statystami – ani przed rozłamem, ani po jego zakończeniu.

Z okresu przed rozłamem i tuż po jego zakończeniu:

  • Žydrūnas Savickas – dziś uznawany za najsilniejszego statycznie człowieka w historii dyscypliny, czterokrotny mistrz WSM i wielokrotny triumfator Arnold Strongman Classic. Gdy mierzyli się w formule WSM przed rozłamem (2002, 2003), to Pudzianowski deklasował go dzięki konkurencjom biegowym. Pod koniec dekady role się odwróciły.
  • Vasyl Virastyuk – mistrz świata WSM 2004, mistrz IFSA 2007. Kompletny zawodnik łączący masę, siłę statyczną i dynamikę – jedyny, który bezpośrednio odebrał Pudzianowi tytuł w tamtej dekadzie.
  • Magnus Samuelsson i Svend Karlsen – mistrzowie WSM odpowiednio z 1998 i 2001 roku, przedstawiciele starej skandynawskiej gwardii, z którą Pudzianowski rywalizował w latach 2000-2004, systematycznie spychając ich z podium.

Z okresu rozłamu IFSA (2004-2008), poza Savickasem i Virastyukiem, po stronie konkurencyjnej federacji ścigali się m.in. Mikhail Koklyaev i Andrus Murumets – zawodnicy reprezentujący najwyższy globalny poziom siły statycznej w tamtym czasie.

W finałach WSM w okresie rozłamu Pudzian mierzył się natomiast z:

  • Philem Pfisterem – 198 cm wzrostu, ogromny zasięg ramion. Jedyny, który pokonał Pudzianowskiego w szczycie jego kariery (2006), wykorzystując przewagę dźwigni w konkurencjach wymagających zasięgu.
  • Derekiem Poundstone’em – dwukrotnym triumfatorem Arnold Classic (2009, 2010). W 2008 roku, mimo kontuzji Pudzianowskiego, walczyli o tytuł do ostatnich sekund.
  • Terrym Hollandsem i Markiem Felixem – czołówką WSM pod koniec dekady. Hollands dysponował gigantyczną ramą i siłą w ciągach, Felix był (i pozostał do dziś) fenomenem chwytu i martwego ciągu.
  • Dave’em Ostlundem – kolejnym stałym bywalcem czołówki finałów WSM w tym okresie.

To była światowa czołówka zawodowa przez całą dekadę. Rozłam federacji zabrał z WSM Savickasa i Virastyuka na kilka sezonów, ale nie zmienił faktu, że reszta stawki wciąż składała się z pełnoprawnych, wybitnych profesjonalistów.

Dlaczego Pudzianowski (142 kg) pokonywał 180-kilogramowych rywali

To pytanie, które jako trenera interesuje mnie najbardziej: jak 142 kg potrafiło regularnie pokonywać zawodników ważących 170-180 kg?

1. Wydolność. Strongman w tamtej erze był w dużej mierze sportem interwałowym – w 60% lokomocyjnym i wydolnościowym, a nie stricte siłowym jak trójbój. Konkurencje typu medley – kilka ciężkich przedmiotów pod rząd, bez przerwy na oddech – zabijały masywnych zawodników, bo ci wchodzili w dług tlenowy i zatrzymywali się w połowie toru. Pudzian, z zapleczem z karate, boksu i rugby, miał zupełnie inną gęstość włókien szybkokurczliwych i pojemność beztlenową. Jego wskaźnik zwycięstw w konkurencjach typu medley przez całą karierę sięgał niemal 79%.

2. Stosunek masy do mocy. 142 kg przy 186 cm wzrostu i bardzo niskim jak na tę wagę poziomie tkanki tłuszczowej. Mógł przyspieszać, hamować, skręcać – w biegach z obciążeniem miał przewagę, jakiej giganci pokroju Pfistera czy dzisiejszego Björnssona po prostu nie mają.

3. Taktyka. Trenował po kilka razy dziennie. Wiedział, gdzie może stracić punkty bez większych konsekwencji – np. w ciężkim martwym ciągu na powtórzenia – bo wiedział, że odrobi to w konkurencjach biegowych. To nie przypadek, że trzy z jego pięciu tytułów wygrał z konkurencją zapasu, gdy matematycznie nikt już nie mógł go dogonić.

Z perspektywy trenera to świetny przykład na to, że w sporcie liczy się nie tylko surowa siła, ale przede wszystkim to, jak ta siła jest zbudowana i wykorzystana – dobrze rozpisany, indywidualny plan treningowy potrafi zrobić większą różnicę niż same maksymalne ciężary na sztandze.

Słabości Pudzianowskiego: siła maksymalna i wyciskanie nad głową

Uczciwość wymaga też pokazania, gdzie Pudzianowski regularnie tracił punkty:

  • Czysta siła statyczna – jedno powtórzenie, maksymalny ciężar, bez miejsca na nadrabianie szybkością. Tu nigdy nie był najlepszy na świecie. Jego rekordowy martwy ciąg na zawodach to 400 kg (2005, Pojedynek Gigantów) – deklarował podejścia treningowe nawet do 415 kg, choć to wynik niepotwierdzony sędziowsko. Dziś specjaliści od maksymalnych podnosów przekraczają 440-500 kg.
  • Wyciskanie nad głowę – potwierdzony na zawodach wynik w log lifcie to 172 kg (2005, Met-Rx Grand Prix). Co ciekawe, w wyciskaniu osi na powtórzenia radził sobie świetnie – 140 kg x 11 powtórzeń w 2006 roku – co pokazuje, że problemem nie była siła wyciskania jako taka, tylko właśnie pojedyncze, maksymalne powtórzenie.
  • Wzrost – 186 cm w konkurencjach typu Palce Fingala, gdzie trzeba przepychać metalowy słup startując nisko przy ziemi, to niekorzystna dźwignia. Dwumetrowi rywale wchodzili pod przyrząd wyżej i mieli po prostu łatwiej.

Deklarował też przysiad na poziomie 380 kg i wyciskanie leżąc rzędu 290 kg, ale oba wyniki pochodzą z treningów, a nie oficjalnych startów w trójboju siłowym, więc traktuję je z rezerwą – bez weryfikacji sędziowskiej trudno je porównywać z resztą jego dorobku.

Twardym dowodem na jego ograniczenia w czystej sile jest historia startów na Arnold Strongman Classic – najbardziej „czysto siłowych” zawodach na świecie, gdzie liczy się wyłącznie maksymalny ciężar, bez biegania i wydolności. Wyniki: piąte miejsce w 2003, czwarte w 2004, szóste w 2006. Nigdy podium.

Poniższa tabela porządkuje to podsumowanie:

AtrybutOcena w erze 2000-2009Największa przewagaNajwiększy brak
Siła statyczna (martwy ciąg, wyciskanie max)Dobra, ale nie wybitnaUmiarkowana masa ciała poprawiająca wydolnośćBrak dźwigni do wyników powyżej 450 kg
Szybkość i dynamika (biegi z obciążeniem)Absolutnie wybitnaBrak strat równowagi przy dużej prędkości
Wytrzymałość (konkurencje typu medley)Wyjątkowa na tle stawkiBardzo szybka resynteza energii w szlaku beztlenowym
Biomechanika przy wzroście 186 cmMieszanaNiżej ułożony punkt ciężkości w biegu z jarzmemNiekorzystna dźwignia w Palcach Fingala i kulach atlasa

Więc jeśli ktoś pyta, czy Pudzian był najsilniejszym człowiekiem w historii w sensie surowej siły – odpowiedź brzmi: nie. I strongman w jego erze nigdy nie był tylko o tym.

Czy Pudzianowski wygrałby dzisiejszy WSM?

Szczerze? Prawdopodobnie nie – w tej samej wadze i formie sprzed dwudziestu lat. Dzisiejsze konkurencje są po prostu dużo cięższe – sam spacer farmera to dziś często ponad 160 kg na rękę. Dla porównania, w finale WSM 2003 Pudzianowski wygrał spacer farmera z walizkami po 120 kg na rękę. To różnica ok. 40 kg na każdą rękę. 142 kg żywej wagi przy takich ciężarach zderza się ze ścianą fizyki.

Musiałby też zmierzyć się z takimi specjalistami jak Tom Stoltman, którego umiejętności w konkurencji z kulami atlasa są dziś uważane za jedne z najlepszych w historii dyscypliny – a to właśnie w tego typu konkurencjach Pudzianowski, przez swój wzrost, zawsze radził sobie najsłabiej.

Ale sport akurat teraz zatacza koło. Mitchell Hooper, dwukrotny mistrz świata i aktualny triumfator z Myrtle Beach, waży ok. 145 kg. Rayno Nel, mistrz z 2025 roku, też nie jest gigantem przy dzisiejszych standardach. Podobnie Oleksii Novikov, mistrz z 2022. Dynamika i szybkość znowu wygrywają z czystą masą – dokładnie tak, jak robił to Pudzian dwie dekady wcześniej. W Polsce mamy zresztą jego sportowego spadkobiercę, Mateusza Kieliszkowskiego, który też stawia na szybkość, nie na gabaryty.

A co, gdyby przenieść Pudziana z 2003 roku – z jego genetyką, etyką pracy i profilem motorycznym – do dzisiejszej wiedzy treningowej i dietetycznej? Tu odpowiedź brzmi zupełnie inaczej: prawdopodobnie regularnie stawałby na podium.

Dyskwalifikacja Pudzianowskiego w 2004 roku

Nie da się zrobić uczciwego materiału o Pudzianie, pomijając rok 2004.

Na Bahamach zajął wstępnie trzecie miejsce na WSM, za Vasylem Virastyukiem i Savickasem. Kilka tygodni później IFSA ogłosiła, że w jego próbce wykryto substancję zakazaną nową „Polityką Zdrowotną” federacji. Efekt: odebrane miejsce na podium (przypadło ostatecznie Magnusowi Samuelssonowi), zwrot nagród, roczna dyskwalifikacja. Pudzianowski początkowo publicznie kwestionował zarzuty, ale ostatecznie nie zawnioskował o zbadanie próbki B – przyjął karę, przeszedł program federacji i wrócił do rywalizacji w 2005 roku, od razu wygrywając.

Trzeba to oceniać w kontekście tamtej dekady. Sport siłowy początku lat 2000. to okres, w którym stosowanie środków wspomagających było, delikatnie mówiąc, tajemnicą poliszynela w całym środowisku, nie tylko u niego. To nie jest usprawiedliwienie – to kontekst. Dyskwalifikacja była też po części efektem napięć między nowym zarządem IFSA a niechętnym podporządkowaniu się zawodnikiem, obok twardego wyniku testów. Ale sama dyskwalifikacja się wydarzyła i jest częścią jego historii.

Pudzianomania: jak Pudzianowski zmienił sport w Polsce

Na początku lat 2000. Puchar Polski w strongmanie, transmitowany przez TVN w niedzielne popołudnia, potrafił zebrać przed telewizorami widownię, o jakiej dzisiejsze federacje MMA mogą tylko pomarzyć. W Lublinie, w Ostrowie Wielkopolskim, w Pile – tysiące ludzi na trybunach, żeby oglądać, jak ktoś nosi lodówkę po torze przeszkód.

Zresztą akurat w Lublinie Pudzianowski był wyjątkowo bezlitosny – w 2002 roku zdobył tam 32 punkty, a rok później 36, kompletnie deklasując resztę stawki, w tym takie nazwiska jak Jarosław Dymek czy Robert Szczepański.

To zjawisko socjologiczne, porównywalne z tym, co Adam Małysz zrobił dla skoków narciarskich. Pudzian wyjął trening siłowy z etykietki „piwnicznej subkultury” i wrzucił go do mainstreamu.

Kiedy w 2009 roku podpisał kontrakt z KSW, ruszyło nowe rozdanie. 11 grudnia, warszawski Torwar, gala KSW 12 – debiut w MMA naprzeciwko Marcina Najmana. Skończyło się po 43 sekundach: kilka kopnięć w nogi, Najman na macie, seria ciosów z góry i sam dał znak, że chce przerwać walkę. Ta sama widownia, która wcześniej oglądała go w strongmanie, przeniosła się wtedy na gale MMA – dzisiejsza potęga polskiego MMA ma swoje korzenie właśnie w tym, co zbudował najpierw jako strongman.

Kariera MMA po Najmanie: Materla, Khalidov i Eddie Hall

Ten wątek zwykle znika z materiałów o Pudzianie po walce z Najmanem – a szkoda, bo jego kariera w klatce trwała jeszcze kolejne piętnaście lat i miała swoje własne, dramatyczne momenty.

Po debiucie w 2009 roku Pudzianowski związał się z KSW na dobre, stając się jedną z twarzy organizacji. Stoczył łącznie ponad dwadzieścia walk, z najlepszym okresem w karierze przypadającym na lata 2019-2022, kiedy zanotował serię kilku wygranych z rzędu. Zwieńczeniem tej serii był efektowny, pierwszorundowy nokaut Michała Materli na gali KSW 70 w maju 2022 roku – wygrana, którą wielu fanów uznaje za najcenniejszą w jego karierze MMA.

To zwycięstwo otworzyło drogę do największej walki w historii KSW: starcia z Mamedem Khalidovem, jedną z ikon polskiego MMA. Pojedynek odbył się 17 grudnia 2022 roku na gali KSW 77 w Gliwicach i zgromadził przed ekranami rekordową w historii serwisu Viaplay w Polsce widownię. Khalidov okazał się jednak zdecydowanie lepszy – obalił Pudzianowskiego i zakończył walkę seriami ciosów w parterze już w pierwszej rundzie.

Kolejny rozdział przyszedł 26 kwietnia 2025 roku na gali KSW 105 w Gliwicach, gdzie Pudzianowski zmierzył się z Eddiem Hallem – Brytyjczykiem, byłym zdobywcą tytułu World’s Strongest Man z 2017 roku. Starcie dwóch legend strongmana, reklamowane jako “The World’s Strongest Fight”, zakończyło się w zaledwie około trzydziestu sekund – Hall trafił mocnym prawym prostym, obalił Pudzianowskiego i dokończył walkę seriami ciosów w parterze. Po walce Pudzianowski bez wymówek przyznał, że rywal był tego dnia po prostu lepszy.

Warto dodać, że przez lata Pudzianowski publicznie odrzucał oferty od freak-fightowej federacji FAME MMA, nazywając ten format “cyrkiem”. W lutym 2025 roku, tuż przed walką z Hallem, doszło jednak do zaskakującego zwrotu akcji i pojawiły się pierwsze informacje o jego kontrakcie z tą organizacją.

Niezależnie od wyniku ostatnich walk, bilans kariery MMA Pudzianowskiego pozostaje imponujący – kilkanaście lat na najwyższym poziomie i większość pojedynków zakończona zwycięstwem, co czyni go jedną z nielicznych osób w historii, które odniosły realny sukces w dwóch zupełnie różnych dyscyplinach sportów siłowych i walki.

Podsumowanie: czy Pudzianowski był najlepszym strongmanem w historii?

Pod względem czystej siły statycznej – nie był najlepszy w historii. Savickas był i jest silniejszy w podnoszeniu maksymalnych ciężarów. Dzisiejsi giganci pokroju Shawa czy Björnssona mają maksy, o jakich Pudzian mógł tylko pomarzyć.

Ale pod względem tego, kto w swojej epoce był najbardziej kompletnym i najbardziej skutecznym zawodnikiem – odpowiedź jest jedna. On. Pięć tytułów. Dziewięć finałów z rzędu na podium albo tuż obok. 23 wygrane pojedyncze konkurencje w finałach WSM – rekord nie do pobicia aż do ery Briana Shawa. 70% wygranych w osiemdziesięciu startach.

Pudzianowski nie był produktem braku konkurencji. Był produktem swojej epoki – i w tej epoce był niemal idealnym zawodnikiem.

Argument, że wtedy nikt nie startował, nie broni się na poziomie liczby zawodników w WSM – to sprawdziliśmy i się nie zgadza. Ale argument, że cały sport był wtedy mniej globalny, mniej profesjonalny i miał mniejszą pulę talentów, jest już dużo uczciwszy. Ma jednak jedną poważną wadę: działa dokładnie tak samo na każdego mistrza w historii sportu, jeśli tylko poczekać wystarczająco długo.

Arnold Schwarzenegger rywalizował w latach 70. w scenie, w której liczyło się kilkudziesięciu poważnych zawodników na całym świecie – bez dzisiejszej farmakologii, bez globalnego skautingu, bez zawodowej ligi karmiącej się sponsoringiem. Dziś na liście startowej Mr. Olympia stoi dużo głębsza, bardziej wyselekcjonowana stawka. Czy to znaczy, że jego tytuły się nie liczą? Nikt poważny tak nie twierdzi. Podobnie z Royce’em Gracie, który zdominował pierwsze UFC, rozbijając specjalistów od pojedynczych stylów walki – dziś, gdy każdy zawodowiec trenuje wszystkie style naraz, ta sama wersja jego samego prawdopodobnie by przegrała. A jednak nikt nie wykreśla go z historii MMA.

Za pięćdziesiąt lat ktoś zastosuje dokładnie to samo rozumowanie do dzisiejszych mistrzów, w dowolnej dyscyplinie. To nie jest argument przeciwko Pudzianowskiemu konkretnie – to argument przeciwko samej idei porównywania epok. I to wciąż nie unieważnia jego dominacji.

FAQ – najczęściej zadawane pytania

Ile tytułów World’s Strongest Man ma Mariusz Pudzianowski?

Pięć – w latach 2002, 2003, 2005, 2007 i 2008. Do tego dwa srebrne medale, w 2006 i 2009 roku.

Ile pojedynczych konkurencji wygrał Pudzianowski w finałach WSM?

23 – to rekord, który przetrwał aż do ery Briana Shawa i pokazuje skalę jego dominacji nie tylko w klasyfikacji generalnej, ale i w poszczególnych konkurencjach.

Czy Pudzianowski był najsilniejszym człowiekiem w historii?

Nie w sensie surowej, maksymalnej siły statycznej – tu przewagę mieli m.in. Žydrūnas Savickas czy dzisiejsi giganci pokroju Briana Shawa. Pudzianowski wygrywał dzięki połączeniu wydolności, szybkości, stosunku masy do mocy i taktyki, a nie samej sile maksymalnej.

Czy Pudzianowski wygrałby dzisiejszy World’s Strongest Man?

W tej samej formie i wadze sprzed dwudziestu lat – raczej nie, bo dzisiejsze konkurencje są znacznie cięższe. Przeniesiony do dzisiejszej wiedzy treningowej i dietetycznej, ze swoją genetyką i etyką pracy, prawdopodobnie regularnie stawałby na podium.

Czy Pudzianowski miał mniejszą konkurencję niż dzisiejsi zawodnicy?

Liczba zawodników na starcie WSM (ok. 25-30) nie zmieniła się istotnie od lat, więc ten konkretny argument się nie broni. Prawdziwsza jest teza, że globalna pula ludzi trenujących strongmana zawodowo była wtedy mniejsza, bo sport był mniej medialny i mniej opłacalny.

Jaki jest rekord Pudzianowskiego w MMA?

Po ostatnich walkach – w tym porażkach z Mamedem Khalidovem (KSW 77, 2022) i Eddiem Hallem (KSW 105, 2025) – jego bilans w zawodowym MMA to około 17 zwycięstw i 9 porażek przy jednej walce bez rozstrzygnięcia. Do jego największych sukcesów w klatce należy pierwszorundowy nokaut Michała Materli w 2022 roku.


Kariera Pudzianowskiego to dobry przykład na coś, co powtarzam swoim podopiecznym: sukces w sporcie siłowym rzadko bierze się z jednej supermocy. To połączenie odpowiedniego treningu, wydolności, taktyki i diety dopasowanej do celu – a nie tylko liczby na sztandze.

Jeśli chcesz zbudować swoją formę w oparciu o taki kompletny plan, sprawdź moją ofertę prowadzenia online albo indywidualnej diety online – razem ułożymy plan dopasowany do Twoich możliwości, nie do cudzych rekordów.

 

Linki do social media:

Sprawdź również